Weterynarz Google - Gdzie (nie) szukać wiedzy na temat zdrowia naszego psa

Recepta na zdrowie

Chcąc jak najlepiej dla naszego psa, czymś naturalnym jest, że w wypadku wystąpienia u niego jakiegoś problemu zdrowotnego staramy się szybko znaleźć rozwiązanie, najczęściej w internecie. Niestety, w dobie szerokiego dostępu do informacji, zwykle odpowiedzi na nasze pytania szukamy w niewłaściwych źródłach. Skąd czerpać wiedzę, żeby pomóc, a nie zaszkodzić? Jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą doktor Google?

Kilka lat temu miałam w sobie na tyle samozaparcia i determinacji, że zdarzało mi się zerkać na fora i podpowiadać opiekunom postępowanie w konkretnych przypadkach. Nie diagnozowałam pacjentów, raczej zwracałam uwagę na sytuacje, które wyglądały naprawdę groźnie. Bardzo szybko zauważyłam, że większość osób, które niby szukają w sieci pomocy, tak naprawdę potrzebują wymówki, aby nie iść ze zwierzęciem do lekarza: „Czy to coś groźnego?”, „Czy powinnam iść z nim do weta?”, „Pytam was, bo nie chcę wydawać kasy na weta bez sensu”. Tak naprawdę osoby te podjęły już decyzję, a na forum szukają tylko tych, którzy wirtualnie poklepią ich po plecach i powiedzą: „Masz rację, poczekaj kilka dni, pewnie samo przejdzie”. Po kilku takich komentarzach sumienie od razu jakby czystsze.

 

 

Gdy po jednym z moich wpisów kilka osób uznało mnie za (cytuję dosłownie) „młodą lekareczkę, która świata nie zna i te swoje książki może sobie… schować do szafki”, powiedziałam: „Koniec!” i wycofałam się z wszelkiej aktywności na „specjalistycznych” forach.

Pytania bez sensu

Dlaczego pytanie nieznajomych w sieci o zdrowie swojego zwierzęcia jest bez sensu? Argument pierwszy: właśnie dlatego, że są to nieznajomi z sieci. Nie ma się nigdy pewności, kto siedzi po drugiej stronie i stuka w klawiaturę. Rzadko są to specjaliści w danej dziedzinie. Ci najczęściej nie mają czasu na takie „rozrywki” jak forum dla opiekunów. A nawet jeśli ktoś ma czas, to stara się go wykorzystać w sposób jak najmniej weterynaryjny, żeby chociaż na chwilę oderwać się od ciężkich tematów zawodowych. 

Skoro nie są to specjaliści, to kto? Grup jest kilka. Przodują osoby, które – jak same przyznają – mają w domu zwierzęta od kilkudziesięciu lat. Są to jednocześnie najczęściej fani dowodów anegdotycznych typu: „mojemu nic nie było po tabliczce czekolady, to twojemu też nic nie będzie”. Mam nadzieję, że wszyscy Czytelnicy zdają sobie sprawę, jak trująca jest czekolada dla psów i kotów. Mamy również grupę zdroworozsądkowych, czyli osób oferujących porady typu „skoro to ibum w syropku dla dzieci, to musi być delikatny i na pewno Pimpusiowi nie zaszkodzi”. Dla wyjaśnienia – ibuprofen również jest dla psów i kotów trujący. Jest także grupa faworyzująca medycynę alternatywną i namawiająca na rezygnowanie z terapii usankcjonowanych przez medycynę opartą na dowodach (evidence based medicine). Znajdą się również tacy, którzy uważają dodatkowe badania za zbędne i przetestowali już na swoich zwierzętach całą apteczkę: od wszystkich antybiotyków aż po leki sterydowe. Bo może coś pomoże. Zgodnie z powiedzeniem: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”. I mamy grupę najgroźniejszą – osoby, które mają powierzchowną wiedzę, znają podstawowe terminy medyczne i pod płaszczykiem specjalisty wprowadzają opiekunów celowo w błąd. Tak naprawdę to wirtualne znęcanie się nad zwierzętami.

 

„Zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszano­wanie, ochronę i opiekę”. Również weterynaryjną.

 

Wiedzy brak

Mogłabym pewnie wymieniać jeszcze długo, ale refleksja powinna być jedna. Żadna z grup wymienionych powyżej nie ma wystarczającej wiedzy, umiejętności i doświadczenia, a przede wszystkim kwalifikacji i kompetencji, aby doradzać komukolwiek w kwestii zdrowia. Żadna z nich nie weźmie również odpowiedzialności za śmierć czy uszczerbek na zdrowiu zwierzęcia, spowodowane ich dyletanckimi poradami. 

Argument drugi: nawet lekarz nie jest w stanie powiedzieć, co dolega zwierzęciu, jeśli go nie zbada i nie porozmawia z opiekunem. Jakiś czas temu dostałam na Instagramie wiadomość: „Mój pies od kilku godzin nie może znaleźć sobie miejsca, dyszy i próbuje wymiotować, ale nie daje rady”. Zazwyczaj nie odpisuję na takie wiadomości, gdyż staram się uświadamiać moim obserwatorom, że nie jestem darmową i całodobową poradnią weterynaryjną, więc każde pytanie, jakie kierują do mnie, powinni kierować do swojego lekarza prowadzącego. Tym razem jednak odpisałam: „Jedź z psem bardzo szybko do lekarza – to może być skręt żołądka”. Nic więcej. Szybko zapomniałam o tej sytuacji, bo takich zdarza mi się przynajmniej kilka dziennie. W połowie następnego dnia dostałam krótką wiadomość: „To na szczęście nie był skręt, ale bardzo dziękuję za pomoc”. Czy to mógł być skręt żołądka? Oczywiście. Czy skręt żołądka jest bezpośrednim zagrożeniem życia i należy działać najszybciej jak się...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • Wydania czasopisma "Pies z Charakterem"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy